Pamiętasz o swojej szkole?

Wyciągnięte z szuflady gazetki szkolnej "Co tam w budzie?"

Rok 2001-pan Prezydent Ryszard Kaczorowski otrzymuje tytuł: "Zasłużony dla Miasta Sulejówek"

Uroczystość miała miejsce 22 sierpnia 2001 roku. Pan Prezydent był podejmowany w Urzędzie Miejskim, w Szkole Podstawowej nr 3, w Przedszkolu nr 1 oraz w Zespole Szkół nr 1.

   

Oto fragmenty wywiadu udzielonego podczas wizyty w ZS 1.

Red: Czym różni się dzisiejsza młodzież od tej młodzieży, która była za czasów pana prezydenta?
R.K.: Myślę, że młodzież niczym się nie różni. Po prostu w siódmym roku życia wypadają zęby, potem człowiek zaczyna dorastać i ma te same zainteresowania co jego poprzednicy, a że używa innych instrumentów, że umie się posługiwać nie tylko telefonem ale i innymi środkami, to i tak postawa wobec życia pozostaje chyba taka sama - jak najwięcej się nauczyć, jak największą zdobyć wiedzę, być kimś.

Red: Jak pan wspomina swoją szkołę?
R.K.: Ja nie miałem takiej szkoły jak wy macie. Moja szkoła to był stary budynek z kilkoma salami i w tym budynku mieściło się mieszkanie kierownika szkoły i mieszkanie woźnego. O sali gimnastycznej nie było mowy, o innych pracowniach też. Ale dlatego może ta szkoła była taka prosta. Myśmy tę szkołę bardzo lubili. Nauczyciele byli bardzo przez nas lubiani (byli bardzo fajni). Pamiętam, że kiedyś mojego nauczyciela historii spotkałem w bardzo specjalnych okolicznościach. Mianowicie w sali więziennej w Mińsku. Nagle otwierają się drzwi - wchodzi grupa więźniów i kogo ja tam widzę? Widzę mojego nauczyciela historii. Przywitaliśmy się, a on mówi: "wiesz, byłem latem na kursie logiki. Bardzo dużo ciekawych rzeczy tam było - od jutra zaczynamy wykłady". Proszę sobie wyobrazić - taka sytuacja a on zobaczył swojego ucznia i już się o niego martwi. W nocy nas, niestety, rozdzielili. On pojechał na Workutę, ja na Kołymę i takie było nasze rozstanie.Ale ja zawsze zwracam na to uwagę, że w takich warunkach - poniżej ludzkiego bytowania - on martwił się o to, co się ze mną kiedyś stanie, że warto się mną zaopiekować w tej sytuacji. Więc ta szkoła niekoniecznie musi byś piękna , nie musi być nowoczesna, ze wszystkimi ułatwieniami. Najważniejsza jest atmosfera w szkole. Ja się cieszę, że macie takie warunki - mógłbym powiedzieć, że wam zazdroszczę, ale nic z tego, ja już do szkoły wrócić nie mogę. Ĺ»yczę wam, abyście wykorzystali to miejsce, te wszystkie wspaniałe warunki, które macie. W dzisiejszym świecie to już właściwie jesteście we wszystkim najpierwsi. Nie musicie szukać długo w książkach, tylko klawisz naciśniecie, myszką trochę popędzacie i wszystko jest pod ręką.
Red: Jakim doświadczeniem była dla pana działalność w harcerstwie?
R.K.: Była bardzo dużym. Przede wszystkim nauczyłem się karności i porządku. Zawsze nas uczono, że jeśli chcesz mieć ład wewnątrz, to musisz mieć też porządek na zewnątrz. Umiejętności, których uczonoo mnie w harcerstwie, bardzo mi potem pomagały w warunkach polowych - kiedy nie ma wygody. W momencie, kiedy się znalazłem w kopalni złota, jakoś mogłem zaradzić, żeby nie zginąć. Ludzie, którzy nigdy nie spali na ziemi, którzy nigdy nie jedli z kotła obozowego, bardzo szybko się załamywali, więc ich sytuacja była trudna. Myślę zatem, że te doświadczenia były pożyteczne. Teraz moich trzech wnuków wróciło z obozu i dostali stopień ćwika, z czego bardzo są dumni.
Red: Czy zdarzyły się panu prezydentowi chwile zwątpienia w wyzwolenie Polski z reżimu komunistycznego?
R.K.: Nie, nigdy takich zwątpień nie miałem. Ponieważ w tej wczesnej mojej młodości miałem okazję jako dziewiętnastoletni chłopak trafić do więzienia, potem przejechałem cały Związek Sowiecki - od Mińska do Władywostoku i jeszcze dalej na północ, kiedy wracałem, szukałem Wojska Polskiego, miałem okazję przekonać się o tym systemie, to wiedziałem, że nie może to trwać długo, ale niestety, trwało dłużej niż ja myślałem, że to będzie trwało. Ale w to, że Polska będzie wolna i niepodległa, nigdy nie straciłem wiary. Gdybym tej wiary nie miał, to bym nie robił tego, co robiłem, to zająłbym się na przykład pieniędzmi, bo to bardzo łatwe.

Red: Jakie ma pan prezydent zdanie na temat obecnej sytuacji politycznej w Polsce - tego, co się teraz w Polsce dzieje - polskiej niepodległości? R.K.: Polska niepodległość jest i jest dobra. Polacy sami decydują o swojej przyszłości. Za kilka tygodni odbędą się wybory i wrzucając kartkę wyborczą do skrzynki, wywiera się wpływ na losy państwa i to jest jeden z bardzo ważnych elementów naszego niepodległego bytu. Wybraliśmy własnymi głosami prezydenta, teraz będziemy sami wybierać członków parlamentu. W życiu politycznym, wiadomo, każdy stosuje ileś tam środków, żeby doprowadzić do zwycięstwa wyborczego - jeśli partia jest dobrze zorganizowana. Kłopot jest z tym, że nie ma takich partii.Na tym właśnie polega brak przygotowania do rządzenia - zresztą była taka sytuacja, że Polacy nie mieli gdzie się przygotować do tego. Poza tym w każdym kraju rządzą jakieś elity. Nasze elity przed pięćdziesięciu laty zostały wyniszczone-tak jak Czesi pod Białą Górą stracili całe swoje rycerstwo, całą swoją klasę przywódczą i potem przez cały czas odbijało się to na ich historii. U nas z jednej strony w niemieckich obo zach mordowano jeńców. Nie tylko mordowano ojców, braci, ale ten cały dorobek, który mogli przekazać swoim następcom. Skutki tego odczuwamy do dzisiaj. A w jaki sposób zachowują się te elity? W domu mówi się o Polsce, o dziadku, który uczestniczył w powstaniu listopadowym, o wujku, który był w powstaniu styczniowym i ta atmosfera powoduje, że ludzie nabierają pewnego stosunku do swoich obowiązków, czują się odpowiedzialni za losy kraju.
Red: Czy teraz tego brakuje?
R.K.: No nie wiem. To już wy musicie odpowiedzieć na to pytanie. W konstytucji kwietniowej jest taki zapis, że każde pokolenie odpowiada przed historią - za to, jaką Polskę zostawia. Wy tak samo - już teraz odpowiadacie za to, jaką Polskę zostawicie. Dostaliście wolność i niepodległość - urodziliście się w wolnej Polsce. Ja też miałem szczęście urodzić się w wolnej Polsce, ale potem straciliśmy tę wolność. Można usprawiedliwiać to pokolenie, ale ono odpowiadało za to i wy będziecie kiedyś za to odpowiadać.
Red: Czy po tak wielu tragicznych wydarzeniach życiowych może pan w jakiś sposób zdefiniować szczęście - czym ono jest i gdzie go szukać?
R.K.: To profesor Tatarkiewicz napisał taki traktat o szczęściu. Ja go przeczytałem, ale też nie potrafię dać odpowiedzi na to pytanie. Myślę, że szczęście to jest coś, czego dokładnie określić nie można. Ale ja czuję się szczęśliwym człowiekiem. Myślę, że moje szczęście polega na tym żeby osiągnąć w życiu coś, o czym się marzyło. Nie ma się większych tragedii. Mogę dlatego, że kiedy mnie skazywano na karę śmierci, razem z moimi kolegami - harcerzami, potem ten pobyt w celi i wyjście z niej to było szczęście Są to jakieś zmiany losu , które mogę nazwać szczęściem. Dla ludzi, którzy urodzili się w doskonałych warunkach, nie mieli żadnych problemów, szczęście będzie może troszeczkę inne - trochę dalsze do osiągnięcia. Myślę, że jednak więcej ludzi chodzi po świeci płaczących że są nieszczęśliwi, niż tych, którzy mówią , że są szczęśliwi.
Red. Dziękujemy za rozmowę.

Więcej zdjęć z wizyty tutaj.

W rozmowie wzięli udział: Adam Dąbrowski, Donata Gierczycka, Patrycja Pachnik, Michał i Bartek Miąskiewicz.

Przedruk z nr 15 wydania gazetki "Co tam w budzie?"

<<POWRÓT